niedziela, 28 czerwca 2015

Zdol­ność do miłości jest struną, na której każdy człowiek wyg­ry­wa swoją religię.

To są słowa, które wypowiedział śp. ks. Józef Tischner, który zmarł 28 czerwca 2000 roku, dokładnie 15 lat temu.


Był człowiekiem, kapłanem, filozofem i pisarzem związanym z Podhalem. Kochał góry. Wyjątkowa i wspaniała postać. Warto poczytać jego pisma.

Tutaj tylko kilka myśli ks. J. Tischnera:

Miłość sa­ma w so­bie jest "nie do pojęcia", ale dzięki miłości możemy "pojąć wszystko". 

Wiele w życiu mu­simy. Ale nie mu­simy czy­nić zła. A jeśli ja­kaś siła, ja­kiś strach, zmusza nas do czy­nienia zła, to nie zmu­si nas do te­go, byśmy te­go zła chcieli. Tym bar­dziej nie zmu­si nas do te­go, abyśmy trwa­li w tym chce­niu. W każdej chwi­li możemy wznieść się po­nad siebie i zacząć wszys­tko od nowa. 

Re­ligia jest dla mądrych. A jak ktoś jest głupi i jak chce być głupi, nie po­winien do te­go używać re­ligii, nie po­winien re­ligią swo­jej głupo­ty zasłaniać. 

Za ateiz­mem prze­mawia wiele ar­gu­mentów. Więcej niż za re­ligią. W grun­cie rzeczy to lo­giczne, żeby być ateistą. Tak jak lo­giczne i ro­zum­ne jest to, żeby się nie za­kochać... A prze­cież ludzie nie są w tym wy­pad­ku lo­giczni. Na szczęście. 

Wol­ność nie włazi w człowieka po przeczy­taniu książek. Wol­ność przychodzi po spot­ka­niu dru­giego wol­ne­go człowieka. Kiedy niewol­nik spot­ka człowieka wol­ne­go al­bo go za tę je­go wol­ność zniena­widzi, al­bo sam sta­je się wolny. 

Bóg nas zna­lazł, za­nim my zna­leźliśmy Boga. 

By­cie sobą nie może być zbu­dowa­ne tyl­ko na ak­tach bo­hater­stwa. Jes­tem sobą także w moim grzechu, w mo­jej skończo­ności, w mo­jej winie! 

Wier­ność jest prze­de wszys­tkim ak­tem nadziei, a nie pamięci. 

Wycho­wują je­dynie ci, którzy mają nadzieję. 

Są dwa pun­kty ot­warcia się na Bo­ga: jed­ni pot­rze­bują do te­go nie­szczęścia, in­ni - prze­ciw­nie - sma­ku szczęścia. Pier­wsi szu­kają Pa­na Bo­ga, aby wy­rato­wał ich z op­resji, drudzy - aby Go sławić, wy­razić Mu wdzięczność za wspa­niałość is­tnienia. Wiel­ka teolo­gia wy­ras­ta z te­go dru­giego mo­tywu - jest teolo­gią wdzięczności. 

Przy­powieść o miłosier­nym Sa­mary­tani­nie po­kazu­je, co w chrześci­jaństwie jest fun­da­men­tem, a co fundamentalizmem. 

W re­ligii, aby być posłusznym, trze­ba naj­pierw być wolnym. 

W dzi­siej­szym świecie nie wol­ność jest prob­le­mem. Wol­ność już jest. Po­zos­tało py­tanie: co zro­bić z wolnością? 

To, co w życiu doczes­nym naj­cenniej­sze, może oka­zać się bez znacze­nia dla życia wiecznego. 

Człowiek jest ta­kim drze­wem, które czu­je w so­bie dob­ro i dla­tego nie chce złych owoców rodzić. 

Dob­ro nie is­tnieje inaczej, jak tyl­ko ja­ko kon­kret­na dob­roć i wol­ność kon­kret­ne­go człowieka. 

Zdol­ność do miłości jest struną, na której każdy człowiek wyg­ry­wa swoją religię. 

Góral­ska teoria poz­na­nia mówi, że są trzy praw­dy: Świen­ta prow­da, Tyż prow­da i Gówno prowda. 

Łopuszna - Grób ks. Józefa Tischnera

Tischnerówka w Łopusznej

Tutaj można obejrzeć i wysłuchać ciekawą rozmowę z ks. Tischnerem:


A która myśl ks. Tischnera najbardziej podoba się Tobie?



poniedziałek, 15 czerwca 2015

Historia magistra vitae est!

1 września nazistowskie Niemcy zaatakowały Polskę. Rozpoczęła się II wojna światowa, która pochłonęła miliony ofiar. Naziści w 1941 roku, pod kierunkiem H. Himmlera, opracowali tzw. Generalplan Ost. Dokument ten ze względu na swą tajność został zniszczony po wojnie a jego treść odtworzono na podstawie zeznać norymberskich dra H. Ehlicha oraz na podstawie dokumentu z maja 1942 r. pt.: Ocena i uwagi do generalnego planu wschodniego reichsfuehrera SS, którego autorem był dr E. Wetzel. 

Założenia tego planu znajdują się już w dokumencie dra E. Wetzla, datowanym na 25 listopada 1939 roku, noszącym tytuł: Sprawa traktowania ludności byłych polskich obszarów z rasowo-politycznego punktu widzenia.

Dotarłem do tego dokumentu, który został opublikowany przez Zeszyty Oświęcimskie i oczom mym ukazało się...



Cały dokument można przeczytać tutaj: https://filmyprawdy.files.wordpress.com/2012/08/zeszyty-oswiecimskie.pdf

Oto fragmenty:

"Opieka lekarska z naszej strony ma się ograniczyć wyłącznie do zapobieżenia przeniesieniu chorób zakaźnych na teren Rzeszy. (...) Wszystkie środki, które służą ograniczeniu rozrodczości, powinny być tolerowane albo popierane. Spędzanie płodu musi być na pozostałym obszarze Polski niekaralne. Środki służące do spędzania płodu i środki zapobiegawcze mogą być w każdej formie publicznie oferowane, przy czym nie może to pociągać za sobą jakichkolwiek policyjnych konsekwencji. Homoseksualizm należy uznać za niekaralny. Przeciwko instytucjom i osobom, które trudnią się zawodowo spędzaniem płodu, nie powinny być wszczynane policyjne dochodzenia. (...)"

Generalny Gubernator H. Frank na tej podstawie dnia 9 marca 1943 r. wydał rozporządzenie, które wprowadziło całkowitą niekaralność aborcji dokonanych przez Polki i przedstawicielki "innych niższych narodów", a Niemki mogły być za to ukarane nawet śmiercią.

I tak czytam, rozmyślam i zastanawiam się:

czy to prawda, że historia jest nauczycielką życia?




wtorek, 2 czerwca 2015

Jestem chrześcijaninem? Jesteś chrześcijaninem?

"Jestem wierzącym człowiekiem, jestem ciągle w kościele, modlę się, ale..."
"Łukasz, no bez przesady z tym in vitro..."
"Ziomek, no weź się..."
Albo słowa pana Prezydenta RP Bronisława Komorowskiego, podczas debaty prezydenckiej (przed II turą wyborów) o tym, że kto nie jest za in vitro to jest "średniowieczem".

A jakie jest moje zdanie? Przeczytaj ten tekst do końca, to się dowiesz. No chyba, że preferujesz tylko nagłówki (jak pewna część społeczeństwa) i krytykujesz/obrażasz/hejtujesz).

I wiesz co?

Gdy jakiś ważny geograf/historyk/matematyk przedstawia swoje dane, które są oparte o pewne przemyślenia, to jakoś nikt się nie czepia. Dlaczego? Ze względu na tzw. pokorę naukową. Czym ona się przejawia? "Tamten pan na czymś się zna, coś studiował, spędził swoje dorosłe życie studiując pewne zagadnienie, zatem co ja mogę powiedzieć? Przecież nie chcę wyjść na kretyna. Zatem? Lepiej pomilczę.

Wystarczy jednak, że ktoś zabiera głos na tematy filozoficzno-teologiczne i... spod ziemi wyrastają miliony znawców tematu. Oj tam... Czepiacie się! Nie prowadzą życia duchowego (nie modlą się, nie spowiadają, nie przystępują do sakramentów, żyją tak "jakby Boga nie było" (św. Jan Paweł II)... ale kto zabroni wypowiadać się na tematy religijne? Czasem wydaje się, że niektórzy działają wedle zasady: "nie znam się, zatem się wypowiem".

Jeśli nie wierzysz w Boga to przestań czytać, bo reszta przemyśleń wyda Ci się bez sensu.
No dobra, poza jednym argumentem: nie wydaje Ci się dziwne, że najpierw te same konsorcja "medyczne" zachęcają młode dziewczyny do brania pigułek "dzień po", aby nie miały dzieci, bo przecież "mają prawo do tego, aby nie mieć dzieci" - w konsekwencji te pigułki czynią młode kobiety, że te są bezpłodne - z kolei zachęcają do opłacania bardzo kosztownych zabiegów in vitro", no bo przecież te same młode kobiety jednak mają prawo do dzieci? Nigdy się na ten temat nie zastanawialiście?

A teraz już rzeczywiście rozmyślania dla wierzących. Więc jeśli, droga siotro/bracie, jesteś niewierzący to nie czytaj dalej (a jeśli czytasz, to na własną odpowiedzialność psychofizyczną).

Moje zdanie jest takie:
jestem filozofem i teologiem. Oprócz tego prowadzę życie duchowe. I mam swoje zdanie na temat in vitro, którym chciałbym się podzielić z Tobą. Jestem przeciw. Dlaczego?

Pomijam argument z autorytetu (wiele razy o byciu przeciw mówił Jan  Paweł II).
Pomijam argument z profesji (jako, że jestem wykształconym, także z bioetyki, człowiekiem).

A napiszę o moich przemyśleniach - człowieka, który poszukuje Boga w codzienności.
Ten Bóg, w którego wierzę wpisał w moje serce pewne zasady, w które wierzę. Wiem, że jeśli udam, że ich nie ma, to w konsekwencji będę płakał, cierpiał i będzie mi źle. Dlatego stosuję się do zasad, które w moim sercu wpisał Stwórca.

Nie wiem dlaczego Pan Bóg nie wszystkim rodzinom daje dzieci. Też go o to kiedyś zapytam w niebie. Ale skoro nie daje, to znaczy, że ma w tym jakiś swój powód. Tak, ja tego powodu nie rozumiem, nie wiem dlaczego tak jest. Ale Bogu, w którego wierzę, się powierzam i Jemu ufam. Wierzę Mu jak dziecko. Wiem, że ma w tym jakiś cel i mądrość. Własnie dlatego innym osobom polecam zaufanie Panu Bogu i wiarę w Jego moc i plan.

I wiem też, że każde pójście wbrew Jego woli kończy się źle. Skąd to wiem?

Pytacie Księdza, który regularnie spowiada?...

Aaa... i jeszcze jedno... Moi rodzice, kilkanaście (kilkadzieści?) lat temu, też nie mogli mieć dzieci. Pojechali do Lichenia i pomodlili się. Matka Boża przedstawiła ich modlitwę i prośbę Panu Bogu... równo 9 miesięcy później urodził się ten, który właśnie do Was pisze).

Nie przeczytałem tego w książkach. Przeżyłem to. Na własnej skórze - lepiej jest Pana Boga słuchać.

"Księże, ale ja nie chcę słuchać Boga, chcę sam o sobie stanowić" - Bracie, Przyjacielu - nie ma problemu - pójdź do księdza proboszcza, nie udawaj więcej katolika i dokonaj aktu apostazji - powiedz wprost, że nie chcesz mieć z Panem Jezusem nic wspólnego. Myślę, że najważniejsze jest, aby działać w zgodzie ze swoim sumieniem - a nie takie, z jednej strony, udawanie chrześcijanina, a z drugiej strony nie słuchanie zachęt Boga.

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Czuwajcie i módlcie się, bo nie wiecie kiedy Pan Bóg przybędzie

Przyjdzie taki dzień, gdy zapuka do Ciebie ktoś,
wówczas powie Ci, odnalazłaś swój dom, dom spotkania Miłości.

Pan wyjdzie na to spotkanie w jedynej dla Ciebie godzinie. Opowiedz Panu Jezusowi o mnie. Jak tam jest - w niebie?

Pomyśleć, że Twoja wiara już stała się wiecznym przebywaniem z Bogiem... Niesamowite!!


Świadectwo Ludwiki, która po długiej i ciężkiej chorobie wróciła do Domu Ojca, w sobotę 30 maja 2015.
http://vod.tvp.pl/audycje/religia/slowo-na-niedziele/wideo/29112014-1615/17584972#




PS. "Stworzyłeś nas, Boże dla siebie i niespokojne jest serce nasze dopóki nie spocznie w Tobie" (św. Augustyn, Wyznania).