Błogosławionych Świąt Bożego Narodzenia,
niech Bóg Was prowadzi, wspiera i błogosławi!
Do życzeń dołączam list ks. Józefa Quadrio (trwa jego proces beatyfikacyjny, jest Czcigodnym, salezjanina, zmarłego 23 października 1963 roku). Myślę, że może być pięknym załącznikiem do kontemplacji Tajemnicy Wcielenia naszego Pana Jezusa Chrystusa. Kto ma chwilę - niech przeczyta - nie pożałuje.
________________
Zapraszam do lektury:
Do
kapłanów, byłych wychowanków, w 3. rocznicę święceń kapłańskich, Turyn,
03/01/1963
[Turyn,
6 stycznia], Objawienie Pańskie 1963
Międzynarodowy
Instytut Księdza Bosko – Crocetta
Najdrożsi Przyjaciele,
z
zawstydzeniem przyjąłem zaproszenie, aby skierować do Was braterskie
pozdrowienie w tę, już trzecią, rocznicę waszych święceń kapłańskich. Z jakiego
powodu? Czuję się upokorzony tym faktem, że zawsze mówię o śmierci i coś nie
mogę się na nią zdecydować.[1]
Minęły
już trzy lata od Waszych święceń kapłańskich: to wystarczający czas, aby
pozwolić sobie na głęboką i owocną weryfikację tego czasu. Drzewo Waszego
kapłaństwa już znacznie urosło, abyście mogli zobaczyć w którym kierunku
wzrasta. Ale jest jeszcze zbyt delikatne, aby mogło być wyprostowane, w razie
gdyby była taka potrzeba. Wybaczcie mi to, najdrożsi: ale właśnie do takiej
weryfikacji naszego kapłaństwa chciałbym zaprosić siebie samego i każdego z
Was.
Kapłaństwo
i Wcielenie to dwa różne oblicza tej samej tajemnicy i klasyczne błędy, które
dotyczą naszego kapłaństwa całkowicie odpowiadają herezjom w pojmowaniu
Wcielenia Syna Bożego, które znamy z teologii.
Przede
wszystkim może być kapłaństwo nie-wcielone,
w którym to co boskie nie przyjęło prawdziwego i całkowitego człowieczeństwa
(docetyzm). I tak mamy do czynienia z kapłanami, którzy nie są autentycznymi
ludźmi, lecz larwami człowieczeństwa, nieludzcy i wyobcowani, niezdolni do
rozumienia innych ludzi, z którymi żyją w danym miejscu i czasie, ani niezdolni
do wyjaśnienia własnych idei. Zapominają, że Chrystus, dla zbawienia ludzi
«zstąpił z nieba... i stał się człowiekiem», stał się podobnym do ludzi z
wyjątkiem grzechu (por. Hbr 4,15). Jeśli jesteśmy mostem pomiędzy ludźmi i
Bogiem, potrzeba, aby początek mostu był solidnie oparty o brzeg
człowieczeństwa, dostępny dla tych wszystkich, dla których został zbudowany.
Ale
może jeszcze gorsze jest dla nas ryzyko przeciwne: kapłaństwo światowe, w
którym człowieczeństwo rozcieńczyło i stłumiło to, co boskie (monofizytyzm). W
ten sposób obserwujemy bardzo smutne przedstawienie o księżach, którzy być może
są dobrymi profesorami i organizatorami, ale nie są już ani «ludźmi Boga» ani
żywym objawieniem Chrystusa. Mamy niezawodny termometr, aby zmierzyć
konsystencję naszego kapłaństwa: modlitwę. To jest pierwsze i zasadnicze
zajęcie każdego kapłana, także dyrektora, radcy, ekonoma czy kierownika
oratorium. Wszystko inne też jest ważne, ale przychodzi w drugim momencie. W
przeciwnym razie jesteśmy mostem, w którym zawaliła się ostatni łuk: ten który
dotykał Boga.
W
końcu może być tez deformacja nestoriańska kapłaństwa: kapłaństwo rozdarte, w
którym to co boskie i ludzkie współistnieje, ale żyje bez harmoni. Kapłani przy
ołtarzu, ale świeccy przy biurku, na boisku i wśród ludzi. Tacy są mostem o
dwóch łukach rozłączonych: brakuje środkowej części, która by je połączyła.
Prawdziwy
i autentyczny ksiądz to taki, który jest zawsze kapłanem, pozostając doskonałym
człowiekiem, bez wykluczania żadnych części życia. Człowieczeńśtwo i kapłaństwo
muszą współgrać i współistnieć idealnie w harmonii, która będzie przeedstawiać
harmonię teandryczną Chrystusa.
Nawet
te zajęcia najbardziej świeckie muszą być ożywiane przez kapłańskie sumienie niczym
nie zaćmione.
Zauważyłem,
że zaczynam mówić o sprawach abstrakcyjnych i skomplikowanych: przepraszam Was
i tym razem.
W
zamian chciałbym każdego z Was zapewnić o mojej pokornej modlitwie pamięci we
Mszy św, ażeby Wasze kapłaństwo stawało się coraz bardziej oczywistą i
prawdziwą manifestacją Wcielenia Chrystusa Zbawiciela w środowisku, w którym
każdy z Was żyje i pracuje.
Aby
wszyscy mogli zobaczyć w Was Jezusa, tak jak się widzi światło przez kryształ.
ksiądz. J. Quadrio
[1] Ks. Józef Quadrio był
opiekunem tego kursu, następnie każdego roku pisał do swych byłych wychowanków
listy z okazji kolejnych rocznic święceń kapłańskich. Był to już ostatni okres
jego choroby, dlatego każdego roku pisał, że to pewnie ostatni raz, ponieważ
„przygotowuje się na śmierć”. Stąd to zdanie w tym liście.

