Piękne i wzruszające uczucie móc usłyszeć Olimpijskiego Mazurka Dąbrowskiego będąc za granicą. A przecież to jeszcze nie koniec olimpiady w Rosji. Mam nadzieję, że będę miał, jako Polak, kolejne powody do dumy i radości.Myślę, że aby zdobyć medal olimpijski potrzeba wiele setek, tysięcy godzin, dni treningów. Nic nie przychodzi bez potu, samozaparcia, pokonywania trudów i własnych słabości. Tym bardziej przecież walka z najlepszymi zawodnikami świata w danej dyscyplinie, gdzie wiadomo, że każdy będzie chciał wygrać.
Tym bardziej jestem pod wrażeniem naszych zawodników, którzy wygrali złoty medal olimpijski: dwa razy Kamil, Justyna oraz Zbigniew. Ile ich to kosztowało, jak wiele poświęcili czasu na treningi, ile łez po porażkach i potu podczas ćwiczeń wylali - to wiedza najlepiej oni sami, ich rodziny, trenerzy, najbliżsi.
Niedawno Justyna Kowalczyk na facebook'u opublikowała zdjęcie ze złamaną stopą. Wiele osób zastanawiało się czy będzie startować pomimo kontuzji? Pokazała niesamowity charakter, siłę woli i wolę walki i zwycięstwa! Efekt? Patrz zdjęcie wyżej: złoty medal olimpijski, rewelacyjny czas i deklasacja rywalek na 10 km stylem klasycznym. Można? Można. Gratuluję!
Jest jednak jedna rzecz, która mnie osobiście nie daje spokoju, która mnie zastanawia...
...jeśli oni potrafią poświęcić tak wiele dla sportu, dla chwały i radości sportowej; jeśli im się chce tak wiele ćwiczyć, tak wiele podporządkować twardym treningom, jeśli im się chce tak wiele wyrzec dla sportu... to dlaczego ja nie jestem zdolny do takiego poświęcenia dla Boga? Dla zbawienia moich sióstr i braci?
To pytanie nie daje mi spokoju: skoro ktoś potrafi dla złotego medalu biec ze złamaną nogą, to dlaczego ja nie potrafię zejść na poranne modlitwy z bólem brzucha, z kaszlem? Skoro ktoś potrafi zaprzeć się siebie, aby być pochwalonym za wybitne osiągnięcia sportowe, to dlaczego ja nie potrafię się poświęcić tak samo w kwestii dużo ważniejszej: walki o drugiego człowieka, o jego zbawienie, o jego świętość?
Justyno, Kamilu i Zbyszku - jesteście dla mnie wzorem ludzi walczących. Proszę dziś Pana Boga, abym i ja potrafił walczyć. Nie o olimpijskie złoto (chyba, że jeszcze parę kg przytyję to może nadam się do sumo:P) ale o zbawienie: moje i moich bliźnich.
Wiem, że Bóg stawia obok drugiego człowieka, abym się o niego zatroszczył. Wiem, że Bóg dał mi wielu wspaniałych ludzi. Wiem też, że nie o wszystkich umiałem się zatroszczyć, nie potrafiłem zadbać i uszanować tak, jak na to zasługiwali.
Dlatego, pokrzepiony przykładem naszych sportowców od dziś będę się starał jeszcze bardziej. Tak mi dopomóż Bóg.

Niektórzy też walczą o złoto nieprzemijające. Powodzenia! :)
Czyż nie wiecie, że gdy zawodnicy biegną na stadionie, wszyscy wprawdzie biegną, lecz jeden tylko otrzymuje nagrodę? Przeto tak biegnijcie, abyście ją otrzymali. Każdy, który staje do zapasów, wszystkiego sobie odmawia; oni, aby zdobyć przemijającą nagrodę, my zaś nieprzemijającą (1 Kor, 9,24n).




W życiu w ogóle trzeba walczyć, żeby dojść do czegokolwiek. Pozdrowienia.
OdpowiedzUsuńz-kobiecej-strony.blogspot.com