poniedziałek, 3 listopada 2014

Gorycz porażki

Kilka dni temu pisałem o Brittany Maynard. Prosiłem o modlitwę i sam starałem się pamiętać o niej. Pamiętasz o tej prośbie?

Dziś dowiedziałem się, że "29-letnia Brittany Maynard zgodnie z planem 1 listopada popełniła wspomagane samobójstwo. Zmarła we własnej sypialni, w ramionach swoich bliskich."

"Precyzyjnie zaplanowała moment, w którym zamierzała pożegnać się z życiem. Data 1 listopada nie była przypadkowa - kilka dni wcześniej jej mąż obchodził urodziny. Chciała je z nim świętować. Po raz ostatni. 1 listopada, w sobotę, w otoczeniu bliskich wypiła zabójczą miksturę."

Jak bardzo człowiek musi cierpieć, aby podjąć taką decyzję? Jak bardzo jest jemu trudno? Ale czy to jest wyjście z sytuacji? A co z życiem wiecznym? Dalej będę się za nią modlił. Choć...

Czuję się przegrany. Nie tylko w tej kwestii. Bywają takie momenty, że po prostu czuję, że przegrałem pewną walkę, że nie umiałem kogoś ochronić, nie umiałem pomóc, coś mi się nie udało. Ale wierzę, że z każdej porażki Pan Bóg może jeszcze wyprowadzić dobro! Walka przegrana, ale wojna trwa i to chodzi ostatecznie o wygraną całości.



PS.  Nie oceniam Brittany. Polecam ją Miłosiernemu Bogu i wiem, że świetnie się nią zaopiekuje. Ale zastanawiam się: czy eutanazja jest dobrym rozwiązaniem? Wspominam historię Janusza Świtaja, który również chciał zakończyć swoje życie. Później jednak otrzymał sympatię, otrzymał wsparcie i miłość i... zapragnął żyć. Czy jest mu trudno? Na pewno. Czy wolałby być zdrowy? Pewnie tak. Ale nadal chce żyć, nadal chce realizować swoje marzenia. Janusz, pomodlę się za Ciebie! Żyj długo i w szczęściu.

2 komentarze:

  1. W liście napisała, że miała dobre życie i kocha bliskich. Jak można krzywdzić kogo się kocha, jak można kończyć to, co uważa się za dobre - paradoksy. To są pojedyncze, nagłośnione przypadki, które robią dobrą reklamę diabelskim pomysłom. A gdzie historie tych, którzy kochają swoje upośledzone dzieci, którzy choć zmęczeni i narzekają na służbę zdrowia, za nic nie oddaliby ich nikomu innemu, gdzie ...
    Ania

    OdpowiedzUsuń
  2. AD,
    nie wiem. Też się zastanawiam. Ostatnio właśnie poznałem historię pewnej rodziny, o której mówisz. Kiedyś jechałem autostopem z kobietą, która miała bardzo chore dziecko... Co mam Ci powiedzieć? Widzę, że Ci ludzie mówią o tym, że Pan Bóg dał im łaskę, aby walczyli - dziś mówią o sobie, że są szczęśliwi.

    Brittany? Już nigdy nie przytuli męża, którego kochała, już nigdy się nie uśmiechnie, nigdy nie zje tego co lubi, nigdy nie zrobi już nic dobrego... Modlę się za nię.
    xlp

    OdpowiedzUsuń