wtorek, 27 stycznia 2015

Bo nie ma większej miłości niż...

Dziś, 27 stycznia, jest rocznica dnia, w którym został wyzwolony obóz śmierci w Auschwitz. Niektórzy - źli ludzie - obozy śmierci budowali, a inni - jak np. o. Maksymilian M. Kolbe - zdobywali w nich świętość.

Pewnego dnia z grupy więźniów zaginął jeden więzień. Szefostwo obozu podjęło decyzję, że za tego jednego zostanie zagłodzonych dziesięciu innych więźniów. Do tej grupy został wybrany Franciszek Gajowniczek, który głośno wykrzyczał: "Jezus, Maria! Moje dzieci!".



Na to zgłosił się o. Maksymilian i powiedział, że chce pójść za śmierć za tego skazanego. Jeden z nazistów zapytał o powód. "Stary i schorowany jestem. Nikomu niepotrzebny. On ma żonę i dzieci. Jestem księdzem katolickim" powiedział o. Kolbe.



Oto jak wspomina tamten sierpniowy poranek Kazimierz Piechowski, jeden z więźniów:

"Miał Pan okazję spotkać się z O. Maksymilianem, więźniem numer 16670…

Zmieniłem blok. Już trzeci raz. O ile pamiętam należałem do bloku 14. Więźniowie tam jak wszędzie. Wynędzniali, głodni. Kilka razy zauważyłem przechodzącego do swej pryczy człowieka wyjątkowo spokojnego, wpatrzonego jakby w inny świat. Twarz pociągła, okulary w drucianej oprawie. Starszy już. Mógłby być moim ojcem - myślałem - pewnie jakiś rzemieślnik. Wróciłem do swojej pryczy i pytam swego sąsiada: "Kto to, ten w drucianych okularach?" "To ty nie wiesz?"- odpowiada. "Przecież wiesz, że od wczoraj tu jestem". "To ksiądz zakonny, ojciec Maksymilian". Pamiętam jak w pewną niedzielę, gdy pozwolono nam spacerować w brzozowej alei, spotkałem Ojca Kolbe. Gdy mijaliśmy się zatrzymał się i zapytał: "No jak tam?" Przystanąłem i odpowiedziałem: "Nie ma się czym chwalić". Położył mi rękę na ramieniu i powiedział: "Wiem, że jest ci ciężko, ale tu wszystkim nie jest łatwo. Pamiętaj - nadzieja, dopóki nadzieja..." I odszedł. W trudnych chwilach pamiętałem o tym, że nie można tracić nadziei. Nadzieja umierała ostatnia.

Wspomniał Pan o straceniu o. Kolbe. Co Pan pamięta z tego apelu?

Staliśmy na wieczornym apelu. Rozeszła się wieść, że jednego brak, i to z naszego bloku. Wiedzieliśmy, że taka rzecz nie ujdzie nam bezkarnie. W naszych szeregach zapanował strach. Było późno. Puścili nas na blok. Myślę, że tej nocy nikt nie spał. Dręczyła nas jedyna myśl: co będzie jutro? Nastało to jutro. Apel, wszystkie komanda rozeszły się do pracy, a my staliśmy - na baczność. Kończył się lipiec. Słoneczko grzało niemiłosiernie. Staliśmy i staliśmy. Słabsi padali. Wróciły komanda pracy. Wszyscy musieli być świadkami kary, jaka nas spotka. Do naszego bloku zbliżyli się esesmani z Lagerführerem Fritzschem na czele. Nie wiedzieliśmy, kto z nas nie stanie jutro na porannym apelu. Jeszcze nie wiedzieliśmy. "Zbieg się nie znalazł. Za niego zginie śmiercią głodową dziesięciu z was" - powiedział Fritzsch i wzrokiem obmacywał szeregi bloku, ciekawy, jakie zrobił wrażenie. A my staliśmy wyprężeni jak struny. Nawet najsłabsi dźwignęli głowy do góry, cherlawe piersi wysunęli do przodu, lecz nieposłuszne rozumowi ręce - drżały. Fritzsch wolno przechodził przed pierwszym szeregiem. W ręku trzymał pejcz, którym wolno, z premedytacją, wskazał pierwszego "wybrańca". "Ten!" - padło głośne, wyraźne, krótkie słowo, słowo śmierci. Esesmani wyciągnęli skazańca z szeregu. "Pierwszy szereg, pięć kroków naprzód marsz!" - padła komenda. Szereg wysunął się do przodu, a Lagerführer kontynuował swoje "dzieło". I znowu: "Ten!" Stałem w tym szeregu. Wzrok kata zatrzymał się na dwie, może trzy sekundy na mojej twarzy. Te sekundy były dla mnie wiecznością. Z wolna dochodziłem do siebie z radosną świadomością, że będę żył. Nie słyszałem i nie widziałem, jak dalej przebiegała wybiórka. Nie pamiętam, który to był szereg, może czwarty, a może piąty i znowu: "Ten!" Usłyszałem z jękiem wydzierające się z gardła słowa: "Jezus, Maria! Moje dzieci!" Kiedy ochłonąłem, wyraźnie zobaczyłem księdza. Spokojnego, wyprostowanego, stojącego przed Lagerführerem. "Chcę pójść na śmierć za jednego ze skazanych." Fritzsch był zupełnie zbity z tropu. Nie rozumiał o co chodzi. "Dlaczego?" - zapytał. "Stary i schorowany jestem. Nikomu niepotrzebny." "Za kogo chcesz umrzeć?" "Za tego kolegę" - wskazał ręką. - "On ma żonę i dzieci." "A ty, kto jesteś?" "Jestem księdzem katolickim." Przez chwilę panowała śmiertelna cisza. "Dobrze, idź!" Zginął ten, który znał wartość życia i cenę miłości. Ten, po twarzy bity. Ojciec Maksymilian Kolbe. Złożył swoje kości w miejscu największego bestialstwa ludzkiego i zarazem w miejscu największego heroizmu człowieczego."



Świadectwo o człowieku, który oddaje życie za innego człowieka. Prawdziwy uczeń Pana Jezusa... jak bardzo i ja chciałbym być takim. Dlatego proszę o modlitwę o zdrowie, siły i pomoc w trudnościach, abym był wiernym sługą Pana.

"Przyjacielu, chcę zostać z Tobą, przy Tobie chcę być. I nie trzeba bym mówił coś, wystarczy byś był. Bo nie ma większej miłości niż ta, gdy ktoś życie oddaje bym ja mógł żyć."





niedziela, 18 stycznia 2015

ks. Jan od biedronki

Dziś, 18 stycznia, obchodzimy 9. rocznicę śmierci ks. Jana Twardowskiego. 
Był bardzo dobrym 
człowiekiem
chrześcijaninem
kapłanem
poetą.
Który z jego utworów podoba się Tobie najbardziej? 
Mnie szczególnie dotyka, porusza wiersz pt.: Skrupuły pustelnika.
Oto on:

Tak zająłem się sobą że czekałem aby nikt nie przyszedł
stale prosiłem o jeden tylko bilet dla siebie
nawet nic mi się nie śniło
bo śpi się dla siebie ale sny ma się dla drugich
jeśli płakałem --- to niefachowo
bo do płaczu potrzebne są dwa serca
broniłem tak gorliwie Boga że trzepnąłem w mordę człowieka
myślałem że kobieta nie ma duszy a jeśli ma to trzy czwarte
założyłem w sercu tajną radiostację i nadawałem
tylko swój program
przygotowałem sobie kawalerkę na cmentarzu
i w ogóle zapomniałem że do nieba idzie się parami
nie gęsiego
nawet dyskretny anioł nie stoi osobno

A Tobie, które utwory podobają się szczególnie? Napisz.

Zobacz tutaj:
http://www.wpk.p.lodz.pl/~sebekmez/t/spis.html





sobota, 17 stycznia 2015

I kto dostaje baty? Znów Kościół.

Mam pytanie otwarte.
Kieruję je do wszystkich: czy jest jeszcze na tym świecie coś, za co nie odpowiada Kościół?

"Je suis Charlie" mówi wielu (dziś to właśnie to jest politycznie poprawne).
Ja, oraz wielu innych, mówi:jednak:  "Je ne suis pas Charlie"(tutaj), ponieważ nie zgadza się i jest przeciw obrazkom, które publikuje tygodnik Charlie Hebdo i... okazuje się, że jesteśmy winni, jako wspólnota Kościoła, ponieważ "atakujemy i ograniczamy" wolność słowa (wolność czy swawolę?)

Więc, dla tzw. "zachodniego świata"- jesteśmy źli i odpowiedzialni za to, co dziś się dzieje na świecie.

A co na to tzw. "świat islamski"? Mówi, że TEŻ jesteśmy winni, jako chrześcijanie i... podpala kościoły, demoluje miejsca, w których nasze siostry i nasi bracia się modlą. Ponieważ jako chrześcijanie "publikujemy" te tygodniki... Efekt? Oto jedne z kilkunastu podpalonych dziś kościołów (akurat ten z Nigerii).


Dziś muzułmanie protestują przeciw "oskarżaniu ich przez chrześcijański świat", a czemu nie protestowali i nie zabrali odważnie głosu wobec tego, że "ich bracia w wierze" mordowali innych ludzi?! Dlaczego?!



A przecież "chrześcijański świat" nikogo nie oskarża. Czyż prezydent Francji, Francois Hollande, nie powiedział, że "muzułmanie nie mają nic wspólnego z tym aktem terroru i tak naprawdę to właśnie oni są pierwszymi ofiarami fanatyzmu"?

Tym wszystkim, którzy już odeszli, którzy zmarli,
którym odebrano życie dlatego, że są chrześcijanami i wierzą w Pana Jezusa,
chciałbym powiedzieć kilka słów:

"Spieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie że nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak czystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego."

Często jest tak, że dostrzegamy jak bardzo ktoś był dla nas ważny dopiero wtedy,
gdy tę osobę straciliśmy na zawsze.
Dziś zostaliśmy bez Was.
Może dopiero dziś zrozumieliśmy jak bardzo będzie nam Was brakować?
Jak bardzo byliście dla nas ważni?

Dalej ks. Jan Twardowski pisze, że
"kochamy wciąż za mało i stale za późno".
Tak, kochamy wciąż za mało i stale za późno. Was też kochaliśmy za mało. I za późno. I także dziś wiemy, że są inni, których kochamy za mało i za późno. Może Wasza śmierć nauczy nas, abyśmy zaczęli w końcu kochać prawdziwie i w czas?

Dziś nie potrzebujecie naszej miłości, ponieważ jest z Wami MIŁOŚĆ, która otacza Was całkowicie, która jest dookoła Was. Dziś jesteście szczęśliwi - z Bogiem. Dziś to my prosimy Was o wstawiennictwo, o wsparcie, o troskę z nieba, o miłość. Prosimy Was o miłość. Wy dziś jesteście z Bogiem, do którego wołamy:

W Tobie Panie zabłysła dla nas nadzieja chwalebnego zmartwychwstania
i choć zasmuca nas nieunikniona konieczność śmierci,
znajdujemy pociechę w obietnicy przyszłej nieśmiertelności.
Albowiem życie Twoich wiernych, o Panie, zmienia się, ale się nie kończy
i gdy rozpadnie się dom doczesnej pielgrzymki,
znajdą przygotowane w niebie wieczne mieszkanie.

Dobrze, że jesteś Boże. Z Tobą wszystko. Bez Ciebie nic. Dobrze, że jesteś!
Mamy dokąd iść, czekasz na nas w niebie.
Bądź uwielbiony na wieki.
Tęsknimy za spotkaniem z Tobą, tak jak już inni spotkali Ciebie.
Amen.

Urodziliśmy się i tak naprawdę nigdy nie umieramy...

piątek, 16 stycznia 2015

A jakie jest Twoje marzenie?

Właśnie...

... jakie jest Twoje marzenie? O czym myślisz przed zaśnięciem, dokąd zmierzają Twoje myśli po przebudzeniu? Czym żyjesz? 



Film pt.: "Bezcenny dar" pomaga w odnalezieniu odpowiedzi na bardzo ważne pytania. Może być inspiracją. Sam film też jest bezcennym darem jaki dziś otrzymałem od Pana Boga. Stawia pytania - a teraz czas poszukać odpowiedzi.

I jeszcze komentarz ks. Jana Twardowskiego

Spieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
zostaną po nich buty i telefon głuchy
tylko to co nieważne jak krowa się wlecze
najważniejsze tak prędkie ze nagle się staje
potem cisza normalna więc całkiem nieznośna
jak uroczystość urodzona najprościej z rozpaczy
kiedy myślimy o kimś zostając bez niego

Nie bądź pewny że czas masz bo pewność niepewna
zabiera nam wrażliwość tak jak każde szczęście
przychodzi jednocześnie jak patos i humor
jak dwie namiętności wciąż słabsze od jednej
tak szybko stad odchodzą jak drozd milkną w lipcu
jak dźwięk trochę niezgrabny lub jak suchy ukłon
żeby widzieć naprawdę zamykają oczy
chociaż większym ryzykiem rodzić się nie umierać
kochamy wciąż za mało i stale za późno

Nie pisz o tym zbyt często lecz pisz raz na zawsze
a będziesz tak jak delfin łagodny i mocny

Spieszmy się kochać ludzi tak szybko odchodzą
i co co nie odchodzą nie zawsze powrócą
i nigdy nie wiadomo mówiąc o miłości
czy pierwsza jest ostatnia czy ostatnia pierwsza

poniedziałek, 12 stycznia 2015

Ja NIE jestem Charlie. A Ty?

Na naszych oczach zaczyna się jakaś kolejna wojna a... Francuzi wychodzą tłumnie na ulicę, aby protestować. Przeciwko czemu? O co walczą? O... wolność słowa...

Wszędzie pojawiają się teksty o tym, że ktoś "jest Charlie". Nawet "gwiazdy" odbierające Złote Globy, no jakże by inaczej, też z kartkami, że "są Charlie".

A JA CHARLIE NIE JESTEM! Je ne suis pas Charlie!!

Dlaczego? Wpisz w wyszukiwarce "Charlie Hebdo", przejdź do grafiki i zobacz jak kpią z różnych ludzi. Obrazek o Trójcy Świętej jest najgorszy z wszystkich. Polskie "NIE" Urbana to przy "Charlie Hebdo" pikuś.

A, i jeszcze jedno, żeby była jasność: całkowicie potępiam jakiekolwiek ataki na ludzi. Skandaliczne, haniebne i zasługujące na najwyższą karę są ataki, jakich dopuścili się muzułmańscy terroryści na redaktorów "Charliego". Modlę się za ofiary.

Ale Charlie NIE JESTEM.



sobota, 10 stycznia 2015

Ty mnie znasz.

Przenikasz i znasz mnie, Panie, Ty wiesz, kiedy siedzę i wstaję.
Wiem, że Ty wiesz. Wiem, że Ty wiesz o mnie wszystko! Znasz całą moją historię, wszystkie moje dni, które przeżyłem. Wiesz co dobrego, pięknego i radosnego mnie w nich spotkało. Wiesz kiedy byłem smutny.



Z daleka spostrzegasz moje myśli, przyglądasz się, jak spoczywam i chodzę, i znasz wszystkie moje drogi.
I wiesz, że mam dużo dobrych myśli i pomysłów, ale wiesz, że miewam też złe myśli. I wiesz też doskonale, że nie zawsze chodziłem po Twoich drogach, wiesz, że moje drogi czasami były... bezdrożami. Ale Ty jest znasz, Ty wiesz wszystko, Ty byłeś na tych bezdrożach ze mną! 

Zanim słowo się znajdzie na moim języku, Ty, Panie, już znasz je w całości.
Spraw Panie, aby mój język był miłosierny - abym miał zawsze dobre słowo dla bliźnich. Słowo przebaczenia w życiu dla tych, którzy mnie skrzywdzili oraz w konfesjonale dla tych, którzy skrzywdzili siebie. I Ciebie. Daj mi, proszę, słowo pocieszenia dla strapionych i smutnych, słowo wsparcia dla poranionych, słowo uwielbienia Ciebie.

Ty ze wszystkich stron mnie ogarniasz i kładziesz na mnie swą rękę.
Aby mnie przytulić, aby okazać mi swoją bliskość.


Zbyt przedziwna jest dla mnie Twoja wiedza, tak wzniosła, że pojąć jej nie mogę.
Przedziwna. Rzeczywiście bardzo przedziwna. 

Gdzie ucieknę przed duchem Twoim? Gdzie oddalę się od Twego oblicza? Jeśli wstąpię do nieba, Ty tam jesteś, jesteś przy mnie, gdy położę się w Otchłani. Gdybym wziął skrzydła jutrzenki, gdybym zamieszkał na krańcach morza, tam również będzie mnie wiodła Twa ręka i podtrzyma mnie Twoja prawica.
Ja nie chcę przed Tobą uciekać, nie chcę już się chować. Niech mnie wspiera Twoja prawica, niech mnie podtrzymuje zawsze - potrzebuję Ciebie!

Jeśli powiem: "Niech więc mnie ciemność zasłoni i noc mnie otoczy jak światło", to nawet mrok nie będzie dla Ciebie ciemny, a noc jak dzień będzie jasna, bo mrok jest dla Ciebie jak światło. Ty bowiem stworzyłeś moje wnętrze i utkałeś mnie w łonie mej matki. Sławię Cię, żeś mnie tak cudownie stworzył; 
Cudownie mnie stworzyłeś? <zawstydzony>. Jesteśmy piękni, Twoim pięknem, Panie.



godne podziwu są Twoje dzieła i duszę moją znasz do głębi.
naprawdę? Jestem Twoim dziełem i jestem godny podziwu? Ja? <jeszcze-bardziej-zawstydzony>

Nie byłem dla Ciebie tajemnicą, kiedy w ukryciu nabierałem kształtów, utkany we wnętrzu ziemi.
Powstawałem mniej więcej w styczniu, jakoś w tym czasie musiałem powstawać, 9 miesięcy przed narodzinami.

Oczy Twoje widziały moje czyny i wszystkie spisane są w Twej księdze, dni przeznaczone dla mnie, nim choćby jeden z nich nastał.
Na pewno dużo czynów: i te dobre, te złe również. Widziałeś wszystko! Cieszę się, że widziałeś wszystko. Nigdy mnie nie oskarżyłeś, nie oceniłeś Boże. Zawsze dla mnie miałeś dobre słowo, zawsze przebaczałeś, zawsze motywowałeś do dobra.

Jak bezcenne są dla mnie Twoje myśli, Boże, jak niezmierzona jest ich liczba! Gdybym chciał je zliczyć, więcej ich niż piasku; gdybym doszedł do końca, nadal jestem z Tobą. Przeniknij mnie, Boże, i poznaj moje serce, doświadcz mnie i poznaj moje myśli. I zobacz, czy idę drogą nieprawą, a prowadź mnie drogą odwieczną.
Kieruj mną Panie, wspieraj mnie, abym gdy umrę usłyszał od Ciebie: "dobrze, sługo dobry i wierny, wejdź do radości Twego Pana". 

Dziękuję Tobie, że mnie wspierasz. Dziękuję, że można do Ciebie mówić i można Ciebie słuchać. Dziękuję, że jesteś. Dziękuję Tobie za to zdrowie jakie mam (no może mogłoby być trochę lepsze, ale co zrobię, skoro jest akurat takie?). Dziękuję, że mnie nie oskarżyłeś i nie oceniłeś nigdy - zrobili to inni za Ciebie. Ty wspierasz, podnosisz i przebaczasz - dziękuję! Dziękuję Tobie za ten piękny Psalm 139...