niedziela, 14 września 2014

Jesteś w niebie z aniołami.

Drogi Księże Jerzy,
dziś są Twoje urodziny. Czego mógłbym Tobie życzyć? Jesteś tam, gdzie ja bardzo bym chciał pójść. Tam jesteś szczęśliwy, tam jesteś wolny, tam jesteś zdrowy i radosny, jesteś święty. Po prostu jesteś i cieszysz się, przebywając stale z Bogiem. Ale masz fajnie!

Twoja Mama Marianna powiedziała mi kiedyś, że Twoje wychowanie było oparte na takiej zasadzie, którą zawsze Tobie i Twojemu rodzeństwu powtarzała: "Prościusieńko w niebo droga: kochać ludzi, kochać Boga. Kochaj sercem i czynami, będziesz w niebie z aniołami". Kochałeś Boga i ludzi sercem i czynami,  teraz więc jesteś w niebie z aniołami. Ja też bym tak chciał.

Zło dobrem zwyciężałeś. Dlatego wygrałeś! Kochałeś Boga i człowieka, upominałeś się o jego prawa, umiałeś przebaczać, walczyłeś ze złem, a nie z jego ofiarami. Też bym tak chciał.

Byłem w Okopach, gdzie się urodziłeś. Byłem na Żoliborzu w Warszawie, gdzie pracowałeś. Byłem w Bydgoszczy, w kościele Braci Męczenników, gdzie poprowadziłeś ostatnie nabożeństwo. Byłem w Górsku między Bydgoszczą a Toruniem, gdzie zostałeś uprowadzony. Byłem na tamie we Włocławku, gdzie zostałeś wrzucony do rzeki i oddałeś życie. Byłem w kościele św. Stanisława Kostki w Warszawie, gdzie jest Twój grób. Byłem wszędzie tam gdzie Ty byłeś, a teraz pomóż mi, módl się za mnie, abym i ja kiedyś był tam, gdzie Ty teraz jesteś - w Niebie.

Za miesiąc i parę dni będzie 30 lat jak oddałeś swoje życie dla Boga-Prawdę i Ojczyznę. A za tydzień oficjalnie rozpocznie się Twój proces kanonizacyjny. Wstawiaj się za nami Księże Jerzy. Dobrze, że jesteś!

Wszystkiego najlepszego Księże Jerzy! Prowadź nas do świętości i pomagaj nam w walce z naszymi słabościami.

PS.
I wiesz...?
Chciałbym być taki jak Ty.

Oficjalna strona sanktuarium bł. ks. Jerzego Popiełuszki

I jeszcze to. Na zachętę dla nas wszystkich.
Drodzy młodzi przyjaciele...
Duc in altum!


środa, 10 września 2014

Kim jestem 3/3


Aby prowadzić samochód potrzebne jest prawo jazdy.

Aby pójść na studia trzeba zdać egzamin maturalny.
Aby otrzymać dowód osobisty trzeba być pełnoletnim.
Aby otrzymać dobrą ocenę w szkole trzeba się uczyć.
Wszędzie jest coś za coś. Nie ma nic za darmo.

Tylko miłość Boga jest za darmo! I właśnie o tym mówi nasza przypowieść: 

"(...) A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. 

A syn rzekł do niego: "Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem". 

Lecz ojciec rzekł do swoich sług: "Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi! Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się". I zaczęli się bawić. 

Jest to jedna z moich ulubionych scen z Pisma Świętego. Rembrandt pod koniec życia namalował swój ostatni obraz: chyba najpiękniejszy i zarazem najgłębszy. Może właśnie potrzebował całego życia, doświadczenia wielu powrotów do Ojca, aby tę scenę namalować? Chodzi o obraz pt.: "Powrót syna marnotrawnego", którego fragmenty widzisz, a w całości zobaczysz go na końcu wpisu.

Gdy syn był daleko to Ojciec uczynił pierwszy krok. Ojciec go ujrzał! To "ujrzał" jest kluczowe. Jak pięknie jest być dostrzeżonym przez kogoś! Ojciec widział w nim nie tylko to co widział, ale ujrzał w nim piękną przyszłość, ujrzał swe Dziecko - Dziecko Boże. 

Wzruszył się głęboko ojciec - to jest na drugim miejscu. Po tym jak ujrzał swego syna to "wzruszył się głęboko" (znasz to wzruszenie się Boga nad Tobą? A przypominasz sobie historię miłosiernego samarytanina, który też "wzruszył się głęboko"? Przeczytaj: Łk,10,30-37) 

Później wybiegł do niego. Znasz to ze swego życia? Jak ktoś wybiega do Ciebie, ponieważ nie może doczekać się aż Ciebie przytuli? A znasz ten bieg Boga w Twoim kierunku? To poznaj! 

Ucałował go - co to za Bóg, który całuje człowieka! To jest dopiero Bóg! Nie oskarża, nie krzyczy, nie wyzywa, NIE KARZE tylko obdarza pocałunkiem...

... i dalej (gdyby tego było mało): najlepsza szata, pierścień królewski na rękę, sandały na nogi, utuczone cielę, uczta i zabawa. Przypomnij sobie o tym za każdym razem jak pomyślisz, że Twój grzech jest zbyt wielki, że Bóg chce Ciebie ukarać, że Bóg chce Ciebie zniszczyć, oskarżyć i podeptać. Pan Bóg chce Ciebie ujrzeć, wzrusza się gdy Cię widzi, biegnie aby Cię przytulić, chce Cię pocałować, przywraca Ci godność królewską i synowską. Jesteś Jego! 

To jednak nie koniec, ponieważ widzimy jeszcze starszego syna, który...
"Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce (...).
Lecz Ojciec mu odpowiedział: "Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy. A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył, zaginął, a odnalazł się."
To musiało być spokojne wyjaśnienie okazane starszemu synowi. I znów: Bóg nie krzyczy, nie oskarża, nie wyzywa, nie traci cierpliwości lecz tłumaczy, przywraca godność dziecka: "moje dziecko"... kto by nie chciał być przez Boga tak nazwany i usłyszeć tego na własne uszy? 

Podobne są doświadczenia kapłana w konfesjonale. Sam jestem grzesznikiem, a jednak czekałem wiele godzin w konfesjonale w Imieniu tego Miłosiernego Boga. I wiem jak bardzo Bóg jest Miłosierny - dla każdego, bez wyjątku! Czekałem na każdego, kto chciał wrócić do Boga i jestem świadkiem tego jak Bóg za każdym razem do tych osób wybiegał, wzruszał się, tulił i obdarzał pocałunkiem. Byłem tam, podsłuchiwałem, wiem!



Spójrz na ręce Ojca! Jedna matczyna: kobieca, delikatna, łagodnie przytulająca a druga ojcowska: spracowana, większa, poklepująca po ramieniu, wspierająca...

PS. Miłość Mamy i Taty też są za darmo, właśnie na wzór miłości Boga...

poniedziałek, 8 września 2014

Kim jestem 2/3



A może to nim jestem? Ile we mnie jest ze starszego syna?


"(...) I zaczęli się bawić. Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. Ten mu rzekł: "Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego". Na to rozgniewał się i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. 

Lecz on odpowiedział ojcu: "Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę"."


Wiem, że za każdym razem kiedy myślę o sobie lepiej niż o innych, kiedy stawiam siebie nad innych to zachowuję się jak starszy brat z przypowieści o Miłosiernym Ojcu. 

Może to właśnie on jest najsmutniejszą postacią z opisanego wydarzenia? Każda z opisanych postaci coś zyskuje: Ojciec okazuje miłość, młodszy syn ją przyjmuje. A ten starszy? Wydaje się, że nie dość, że nic nie otrzymuje, to jeszcze wyrzeka się braterstwa z "grzesznikiem", ponieważ swojego brata nazywa "ten syn twój". 

Zastanawia mnie też dlaczego starszy syn mówi, że jego młodszy brat "roztrwonił majątek z nierządnicami", skoro Ewangelia tego nie podaje? Może to jakaś projekcja? Czemu wmawia swojemu bratu rozpustę z nierządnicami? 

Panie Boże, spraw abym nie czuł się lepszym od innych. Wiem, że jestem grzesznikiem, który potrzebuje Twojej miłości, który potrzebuje przebaczenia Twojego i bliźniego. "Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią" (Mt 5, 7) mówisz Panie Jezu. Spraw, abym był miłosierny, abym się nie wywyższał i nie pysznił. O dar miłości i pokory, proszę Cię Panie.


niedziela, 7 września 2014

Jak wygląda miłość?

What does love like? Is the question i have been pondering...


Jak wygląda miłość?, to pytanie nad którym wciąż rozważam
jak wygląda miłość?
jak wygląda miłość?, to pytanie z którym zwracam się do Ciebie.

Kiedyś wierzyłem że miłość to romantyczne przeżycia, jedynie szczęśliwy traf
myślałam nawet że miłość jest dla szczęściarzy i pięknych ludzi
kiedyś wierzyłam że miłość jest chwilową błogą rozkoszą ale miłość to coś więcej niż to wszystko
a wszystko czego Ty kiedykolwiek chciałeś to mojej bacznej uwagi, wszystko czego pragnąłeś to miłości ode mnie
wszystko czego pragnąłeś to mojego głębokiego przywiązania, tego bym usiadała tu u Twoich stóp

i wtedy usiadłam, odrobinę sfrustrowana i zdezorientowana: jeśli całe życie sprowadza się do miłości
wówczas miłość musi być czymś więcej niż uczuciem, czymś więcej niż egoizm i samolubne korzyści

a potem ujrzałam Go tam, wiszącego na drzewie, patrzącego na mnie
zobaczyłam Go tam, wiszącego na drzewie, patrzącego na mnie
On patrzył na mnie, ja na Niego, przenikał mnie na wskroś swoim spojrzeniem
nie byłam w stanie uciec od spojrzenia tych pięknych oczu i zaczęłam zalewać się łzami

On miał szeroko otwarte ramiona i obnażone serce
szeroko rozłożone ramiona, On krwawił, przelewał krew...

sama definicja miłości, sama miłość patrzyła na mnie
ja na Niego, wiszącego na drzewie, i zaczęłam szlochać i szlochać i szlochać...

oto skąd wiem czym jest miłość...

i gdy tak siedziałem tam szlochając, wypłakując oczy, tamte piękne oczy, pełne pragnienia i miłości
On rzekł do mnie: 'ty będziesz mnie kochał.
z szeroko otwartymi ramionami, z odsłoniętym sercem
z szeroko otwartymi ramionami, krwawiąc, czasem przelewając krew

jeśli ktoś szuka miłości we wszystkich niewłaściwych miejscach
jeśli ty szukasz miłości, przyjdź do mnie, przyjdź do mnie
weź na siebie swój krzyż, zaprzyj się samego siebie, zapomnij o rodzinnym domu i biegnij, biegnij ze mną
bo ty jesteś przeznaczony do tego by zostać opuszczonym, do miłości z całego serca
jesteś stworzony dla Kogoś potężniejszego, Kogoś większego, więc pójdź za mną
a ożyjesz kiedy nauczysz się umierać.

(tłumaczenie za www.tekstowo.pl)

Kim jestem? 1/3


Zastanawiam się: kim jestem? Którą postać z tej przypowieści przypominam bardziej?
"Powiedział też: "Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: "Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada". Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie. A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał. Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników. Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: "Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem". Lecz ojciec rzekł do swoich sług: "Przynieście szybko najlepszą szatę i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi! Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się". I zaczęli się bawić. Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to ma znaczyć. Ten mu rzekł: "Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego". Na to rozgniewał się i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. Lecz on odpowiedział ojcu: "Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę". Lecz on mu odpowiedział: "Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy. A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył, zaginął, a odnalazł się"."
Pewnie nie przeczytaliście tego, nie? Po pierwszym zdaniu było: "Aaa, znam to, idę dalej". Błąd, omiń resztę, ale tego akurat nie omijaj.

Kim jestem? Jan Paweł II powiedział, że "człowiek nie może zrozumieć siebie bez Chrystusa". Więc i ja, by zrozumieć siebie, też do Chrystusa idę. Otwieram Pismo Święte i zobaczę co On o mnie mówi. Zatem: kim jestem? 

Wiem! Jestem tym młodszym synem, marnotrawnym synem. Tak! To jest zdecydowanie o mnie! Pan Jezus opowiada moją historię:
"Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada". Niedługo potem młodszy syn, zabrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie.
A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, którymi żywiły się świnie, lecz nikt mu ich nie dawał. Wtedy zastanowił się i rzekł: Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników. Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca. (...) 
A syn rzekł do niego: "Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem".
Otrzymałem dar życia, w kochającej się rodzinie, która bardzo mnie chciała. Dar powołania chrześcijańskiego, życia salezjańskiego i kapłańskiego. To jest ta część majątku, którą Pan Bóg podzielił się ze mną. Czy się Panu odpłacę za wszystko co mi wyświadczył? (Ps. 116b). Nie zasłużyłem. Szczerze mówiąc: w ogóle nie prosiłem o nic. Przecież nie mogłem prosić o swoje życie, bo mnie jeszcze nie było. Nie mogłem prosić o chrzest, ponieważ byłem zbyt mały, więc zrobili to za mnie moi rodzice i chrzestni. Powołanie zakonne i kapłańskie? Też jakoś "samo przyszło", sam nie szukałem - przyszło za darmo, od Boga. Pan Bóg obdarzył mnie wielkimi darami.

I co ja z nimi robię? Przypominam sobie jak wiele razy zły użytek z nich zrobiłem i pozostał niedostatek, cierpienie. Przecież ja też, jak on, pasłem świnie mojego grzechu. Próbowałem się nimi sycić i... głód był coraz większy. Za każdym razem, gdy odchodziłem od Boga, zabierałem to, co od Niego otrzymałem i szedłem gdzie chciałem - źle to się dla mnie kończyło. Wydawało mi się, że dobrze robię, że pomagam, że Pan Bóg cieszy się jak na mnie patrzy, być może nawet jest ze mnie dumny? Tyle razy myślałem, że kocham, a okazywało się, że tylko udawałem i byłem egoistą, brałem moją część majątku i zamiast nim służyć, to wytracałem go bezsensownie.

Duma była całkowicie pozorna, a pozostał  wstyd i cierpienie, za to całkowicie rzeczywiste. Jednak przemogłem wstyd i wróciłem do Ojca. I wracam za każdym razem, przy każdej spowiedzi świętej powtarzam Ojcu, że nie jestem jego godzien. Hm... dziwne jest właśnie to, że On coraz bardziej mnie kocha.

No i to Jego przytulenie... przytulenie Bożego Miłosierdzia. Wiedzą o czym mówię tylko ci, którzy zgrzeszyli, uznali swoją słabość i grzeszność ale i powstali. A później poszli na spotkanie z Bogiem, który jest Miłością. Dlatego czasem chce mi się śpiewać jak w Orędziu Wielkanocnym: "O szczęśliwa, błogosławiona wino, skoro ją zgładził tak wielki Odkupiciel". Moje winy też zgładził wielki Odkupiciel. Ci, którym zawsze wszystko się udaje, którzy są idealni, nigdy im się noga nie powinęła, którzy są bardzo dobrzy nie zrozumieją mnie - bo ja jestem inny. Nie jestem samowystarczalny. Potrzebuję Jego-Miłości.

I gdy taki inny-poobijany do Niego wróciłem odział mnie purpurową szatą zbawienia, przytulił mnie, założył sandały na moje nogi, dał mi pierścień! Nie odrzucił mnie, lecz jeszcze bardziej ukochał. Jestem ukochanym Dzieckiem Boga! Wstydzę się moich wad, niedociągnięć, słabości i grzechów, ale wiem, że Bóg mnie takiego kocha. A ja Jemu ufam i chcę powstawać. Za każdym razem powstawać. Nie tonie ten, kto do wody wpada, ale ten który do niej wpada i nie próbuje wyjść spod jej powierzchni. 

Jestem Dzieckiem Boga. Przepraszam Jego i wszystkie inne Jego Dzieci, a moje Siostry i Braci, którym zło wyrządziłem. Proszę o przebaczenie, o miłość proszę. 



Błogosławiona wina - Wspólnota Miłości Ukrzyżowanej